TORUNIANIE
TORUŃ
POPULACJA: 73 614
Część 03

Martwi z Rubinkowa

3 min czytania

— Co wreszcie?

— Zaczyna pani zadawać właściwe pytania.

— Od pół roku zadaję panu pytania.

— Nie. Od pół roku pyta pani, jak działa system. To zupełnie co innego.

Maja ponownie uruchomiła ekran. Wróciła mapa.

Rubinkowo wyglądało na niej jak choroba skóry. Poszczególne kwartały oznaczono kolorami zależnie od statusu: jasne pozostawały aktywne, szare przeznaczono do wygaszenia, czarne były zamknięte.

Czarnych przybywało.

Rubinkowo I prawie zniknęło. Na Rubinkowie II pozostało kilka jasnych wysp. Skarpa trzymała się dłużej, głównie dzięki przebudowie części bloków na domy opieki, ale również tam liczby spadały.

Maja powiększyła sektor 4B.

— Osiemset czterdzieści siedem. Tyle było czternaście dni temu.

— Tak.

— Dzisiaj trzysta dwanaście.

— Tak.

— Pięćset trzydzieści pięć osób nie znika w dwa tygodnie.

— Właśnie.

— Relokacje?

— Sprawdziłem.

— Zgony?

— Pięciuset trzydziestu pięciu ludzi w czternaście dni?

— Pytam.

— Nie.

— Migracja?

— Dokąd?

Wolski wzruszył ramionami.

— Może do Bydgoszczy.

— Są granice dobrego smaku.

— Przepraszam.

Tym razem przepraszał.

— Może system zmienił granice sektora.

— Nie zmienił.

— Aktualizacja rejestru?

— Nie.

— Błąd synchronizacji?

— Też nie.

— Skąd pan wie?

Wolski milczał.

— Pan mnie tu ściągnął po godzinach, pokazuje mi stare filmy, opowiada o korkach, mostach i kampaniach promocyjnych, a kiedy wreszcie dochodzimy do czegoś istotnego, robi pan tę swoją minę.

— Jaką?

— Taką.

— To znaczy?

— „Wiem coś, ale nie powiem, bo wtedy przestanę wyglądać tajemniczo”.

— Mam taką minę?

— Od pół roku.

Wolski usiadł. Wyglądał teraz na starszego niż kilka minut wcześniej. Nie na siedemdziesiąt dwa lata. Na więcej. Jakby wraz z wyłączeniem żartów coś z niego zeszło.

— Nie powinienem pani tego pokazywać.

— Ale pan pokazał.

— Tak.

— Dlaczego?

— Bo pani ma dostęp, którego ja już nie mam.

— Do czego?

— Do rejestru źródłowego.

W pomieszczeniu zrobiło się bardzo cicho. Słychać było tylko wentylację i delikatny szum serwerów piętro niżej.

— Pan wie, że nie mogę tam zaglądać bez zlecenia.

— Wiem.

— Każde wejście jest rejestrowane.

— Wiem.

— Mogę stracić pracę.

— Tak.

— To świetnie, że wyjaśniliśmy podstawy.

Maja wstała.

— Dokąd pani idzie?

— Do domu.

— Maju.

— Nie.

Sięgnęła po torbę.

— Jeżeli odkrył pan błąd, proszę go zgłosić. Jeśli system źle liczy mieszkańców, jutro ktoś to sprawdzi. Jeśli nie jutro, to pojutrze. Nie będę włamywała się do rejestru, bo emerytowany profesor demografii ma przeczucie.

— Nie mam przeczucia.

Zatrzymała się.

— Mam nazwiska.

Powoli odstawiła torbę.

— Jakie nazwiska?

Wolski przesunął po stole niewielki arkusz danych. Pojawiło się kilkanaście pozycji.

NAZWISKO
IMIĘ
ROK URODZENIA
OSTATNI ADRES
STATUS

Maja zaczęła czytać.

BRZEZIŃSKA ELŻBIETA
2017
STATUS: ZMARŁA

KOWALSKI JAN
2037
STATUS: ZMARŁY

PRZYBYŁA ANTONINA
2044
STATUS: ZMARŁA

Kolejne.

I kolejne.

— Co mam zobaczyć?

— Adresy.

Wszystkie były z Rubinkowa.

— Dobrze. I?

— Daty śmierci.

Maja otworzyła pierwszą kartę.

12 SIERPNIA 2078

Drugą.

12 SIERPNIA 2078

Trzecią.

To samo.

— Błąd importu.

— Tak pomyślałem.

— No właśnie.

— Dlatego sprawdziłem następnych.

Lista zaczęła się wydłużać.

Dwadzieścia nazwisk.

Pięćdziesiąt.

Sto.

Maja przestała przewijać.

— Ile?

— Dwieście osiemnaście.

— Wszyscy zmarli dwunastego sierpnia?

— Według rejestru.

— To niemożliwe.

— Oczywiście.

— Byłby alarm. Szpitale, policja, sanepid…

— Niczego nie było.

— Więc błąd.

Wolski przez chwilę milczał.

— Jedna z tych osób była tutaj wczoraj.

Maja znieruchomiała.

— Co?

— Siedziała przy tym stole. Rozmawiała ze mną przez prawie dwie godziny.

Maja popatrzyła na listę.

— Kto?

Wolski przesunął jedno z nazwisk na środek ekranu, ale nie pozwolił jej jeszcze go otworzyć.

— Jadła ze mną kolację.

Koniec części 3